Søren Aabye Kierkegaard i Hans Christian Andersen. Albo krótko Kierkegaard i Andersen. Te dwa nazwiska, to dwie najważniejsze gwiazdy na niebie ponad sceną, która przeszła do historii pod nazwą Złotego Okresu w duńskiej literaturze. to nasze dwie stałe gwiazdy, umożliwiające poruszanie się pomiędzy innymi, prawie tak wielkimi, gwiazdami w ćwierćwieczu od 1830 do 1855. Również wtedy można było zwrócić uwagę na Kierkegaarda i Andersena, ale ich wędrówka po kopenhaskim nocnym niebie nie kojarzyła się ani ze spadającymi gwiazdami, ani z planetami krążącymi po dobrze wyznaczonych trajektoriach. Obie migotały, eksplodowaly, i kiedy już wydawało się, że przestawały świecić na zawsze, rozbłyskiwały nagle nowym, jeszcze wspanialszym światłem. Kilka razy kolidowały ze sobą. Możliwe spotkanie w pachnącym kwiatami ogrodzie A może spotkali się po raz pierwszy w ogrodzie, dobry kawałek drogi od murów miejskich ograniczajacych brudy stolicy. Przy jeziorze, na lewo od alei prowadzącej od Bramy Pólnocnej (Nørreport) w kierunku mostu Peblinge, i dalej w kierunku Cmentarza Assistens (Assistens Kierkegaard) w Dzielnicy Pólnocnej, stał duży dom, w którym mieszkali m.in. Ludvig Zinck i Henrik Ferdinand Lund. Pierwszy był dworskim organistą i maestro od wokalu, drugi był asystentem bankowym. W latach 1830 do 1833, w każdy czwartek, Andersen jadł obiady u Ludviga Zincka. W tym samym okresie Kierkegaard był częstym gościem Henryka Ferdynanda Lunda, który był mężem jego ukochanej siostry, Petry Severine. Pomiędzy domem i jeziorem rozpościerały się ogródy pełne kwiatów, będących źródłem inspiracji dla każdego poety ze skłonnością do pisania baśni, podczas gdy każdy melancholik patrząc na nieubłagane zmiany towarzyszące porom roku, musiał dostrzegać w nich przestrogę o końcu wszystkich rzeczy. Petra Severine umarła podobnie jak zrobiła to większość z sześciorga rodzeństwa Kierkegaarda. Umarli też jego rodzice i szwagierka. Jeziora leżaly więc, jak podziemna rzeka Styx w antycznej mitologii, pomiędzy Kierkegaardem i jego najbliższymi. I podobnie jak skazani, którzy musieli wędrować poprzez Most Westchnień (Sukkenes Bro), musiał Kierkegaard wędrować poprzez Most Peblinge (Peblingebroen), aby rozpamiętywać nad grobami swoich najbliższych na Cmentarzu Assistens. W związku studentów 20-letni Kierkegaard wstąpił do Związku Studentów w 1833 roku. Andersen, który był od niego starszy o osiem lat, był już członkiem tego związku, a więc tutaj mieli niewątpliwie możliwość spotykania się. Przychodzili, być może, wieczorem, żywo dyskutując na temat przedstawienia, które właśnie oglądali w Teatrze Królewskim. Obydwaj byli przecież zaangażowani w sztukę dramatu, Andersen jako twórca i Kierkegaard jako krytyk. Również obydwaj mieli wspólny cel - starali wkręcić się w łaski niekoronowanej głowy teatru i sędziego gustów, Johana Ludviga Heiberga. Kiedy Heiberg chociaż na sekundę pozwolił sobie na ogarnięcie ich światłem swojej życzliwości, czuli się jak księżyce krążące po bezpiecznej orbicie dookoła tej stałej, i niewzruszonej planety. Całe szczęście, że wypadli z kursu i obydwaj znaleźli swoje własne tory. Można również wyobrazić sobie, że kiedy Andersen i Kierkegaard doszli wreszcie do zgodności poglądów - albo do zgodności poglądów na temat wzajemnej niezgodności - zabawiali się rzucaniem lotek do tarczy. Ten wyrośnięty i dziwaczny Andersen i ten pokurczony i niespokojny Kierkegaard. A w soboty mogli przecież razem słuchać wykładu, albo koncertu, albo śpiewać razem " Mój pełny kufel " (Mit Fulde Glas) czy " Pieśni rześkie dźwięki " (Sangens Raske Toner), przy akompaniamencie związkowego pianina, po warunkiem, że jego dźwięki nie utonęły w litrach wypitego ponczu. Krytyczna kolizja W listopadzie 1837, Andersen wystąpił publicznie czytając fragmenty swojej nowej powieści Tylko grajek ( Kun en Spillemand ). Powieść ta nie spotkała się ze specjalnie pozytywnym przyjęciem na duńskim Parnasie literatury, ale wydaje się, że Kierkegaard prawdopodobnie chciał pomóc Andersenowi. Prawdopodobnie. Przy okazji przypadkowego spotkania na ulicy Kierkegaard przyrzekł Andersenowi, że będzie chciał napisać recenzję powieści, co Andersen zrozumiał prawidłowo. Recenzja stała się całą powieścią liczącą 79 stron, otrzymała tytuł Z zapisków jeszcze żyjącego ( Af en endnu Levendes Papirer ), i ukazała się / tł. wbrew woli Kierkegaarda / 7. września 1838 roku. Kierkegaard pojawił się jako ostry krytyk, i jako taki okreslił Andersena szmaciarzem, wagabundą i mazgajem. Załamany Andersen poruszał się jak w malignie, i musiał skorzystać z uspakajającego działania "zimnego proszku" podanego mu przez Edvarda Collina, nota bene, przyjaciela obydwu twórców. Męczennik śmiechu Dwa lata później Andersen przygotował się dostatecznie do zemsty. 13. maja 1840 roku, w Teatrze Królewskim odbyła się premiera jego małego wodewilu Komedia w plenerze ( En Comedie i det Grønne ). Jedną z wystepujących w wodewilu postaci jest niejaki Dalby przebrany za obcinacza włosów, to znaczy fryzjera - albo raczej "rozdzielacza włosów na dwoje" (hårkløver), jak później Grundtvig okreslił Kierkegaarda. Andersen włożył w usta tego niedojrzałego i dziecinnego "rozdzielacza włosów na dwoje" Dalbyego, szereg spekulatywnych cytatów z tego "jeszcze żyjącego Kierkegaarda". Wiele replik jest dosłownie przepisanych z powieści Kierkegaarda Z zapisków jeszcze żyjącego ”, ale cytowane poza kontekstem i splecione razem z własnymi pomysłami Andersena, składają się na rozweselający obraz obcinacza włosów, jako przeintelektualizowanego mizantropa: " Dobro? No, więc Pan wierzy jeszcze w jakieś dobro na świecie! istnieje tylko Centryfugalna Siła Intelektu, która poprzez utrzymywanie razem tych przeciwnie diałających sił, tworzy relatywny spokój, który przecież w żadnym wypadku nie może być określany jako permanentny byt. Czy pan to Nie najlepsi przyjaciele Nie było możliwości, żeby Andersen i Kierkegaard byli najlepszymi przyjaciółmi na tym świecie, na który patrzyli tak bardzo odmiennie. Kierkegaard napisał starannie przygotowaną odpowiedź Andersenowi, ale pozwolił jej pozostać w szufladzie biurka. Szkoda się stała. Całe cztery lata przed karykaturą Kierkegaarda wykonaną przez J.C. Hostrupa alias Søren Torp w " Gjenboerne ", i całe sześć lat przed tym jak Peter Klæstrup opublikował w " Corsaren " karykaturę Kierkegaarda z jedną nogawką krótszą o cal od drugiej, Andersen dał Kierkegaardowi przedsmak tego, co czekało na niego, jako "męczennika śmiechu". Ani Komedia w plenerze , ani inne sztuki nie przyniosły Andersenowi wielkich sukcesów w teatrze. Kierkegaard nigdy nie próbował zaistnieć poważnie jako twórca dramatów. Ale jako twórcy literatury, ani Andersen ani Kierkegaard nie byliby tymi kim byli, bez tej wrażliwości na sytuacje i repliki, na komizm i tragedię, której nauczyli się w Teatrze Królewskim w Kopenhadze. Demoniczny pisarz Andersen podróżował w poszukiwaniu nowych baśni, w marcu 1843 dotarł do Paryża, gdzie krótko po przyjeździe otrzymał biuletyn z Kopenhagi o zapowiadającym kataklizm astronomicznym zjawisku. " Właśnie pojawiła się na naszym literackim nieboskłonie, kometa ", rozpoczyna Signe Laessoe swój list z 7. kwietnia. Kometa nosiła imię Albo - albo” ( Enten - Eller ) i została napisana przez Sørena Kierkegaarda. Podobnego do tego demonicznego pisarza trzeba by długo szukać, i dlatego też jego książka wzbudziła sensację i zachęciła do czytania. " To co daje mi książka Kierkegaarda, nie czyni mnie żądnym wiedzy", odpowiedział Andersen z Paryża , "tak łatwo jest uważać za genialną, pod warunkiem, że odłożymy na bok wszystkie względy i porozrywamy naszą własną duszę i wszystkie święte uczucia! ale takie pisanie daje pożądany efekt.” Filozoficzne światło natychmiast oślepiło Niedoceniony baśniopisarz Ten poczciwy Andersen mógł sobie zaoszczędzić zazdrości, ponieważ Heiberg przyjął “Albo - albo” z takimi zastrzeżeniami, że Kierkegaard natychmiast wypowiedział mu wierność i poddanie. Teraz obydwaj, Andersen i Kierkegaard, znaleźli się poza polem grawitacyjnym planety o imieniu Heiberg. Ale Andersen wzdychał w dalszym ciągu do uznania, będącego czymś więcej, niż respekt dla swojego instynktu. Kierkegaard przeciwnie, tuż po swoim literackim debiucie, stał się zapowiedzią twórcy równego wszystkimi geniuszom Romantyzmu. Ze strony takiego geniusza Andersen nie mógł spodziewać się większego zrozumienia dla swoich baśni: " Andersen nie ma pojęcia, co to jest baśn, co też ma robić z poezją, on ma dobre serce, to jest wszystko, ta biedna kobieta, jakaż surowość, ona pije, ale mój Boże, i dzieci dostają ciastka, bo przecież coś musi człowiek mieć, to wszystko jest bardzo niewinne, ale baśń " ... Wyrok Kierkegaarda na Andersena zapadł w rozmowie w Parku na Wzgórzu Frederika (Frederiksberg Have), gdzie Kierkegaard zgodnie z relacją Israela Levina w mgnieniu oka wyprodukował sześć-siedem wstrzasających baśni, które wprowadziły jego sluchaczy w stan przerażenia. W bibliotece Kierkegaarda znaleziono bez większego zdziwienia więcej fantastycznych historii E.T.A. Hoffmanna niż pouczających i życiowo mądrych baśni Andersena. Mimo to, Frederik Nutzhorn mógł później opowiadać, że " jako dziecko, musiał Kierkegaardowi, który regularnie odwiedzał jego ojca, który był jego lekarzem, dniem za dniem czytać baśń Andersena “Dzielny cynowy żołnierz” (Den standhaftige Tinsoldat), czasami kilka razy pod rząd ". Kalosze szczęścia, albo but, który uwiera Kierkegaard przeczytał też Kalosze szczęścia” ( Lykkens Galoscher ), ale zrobił to najprawdopodobniej wyłącznie dla rozrywki. " Popatrzcie, Andersen może opowiedzieć baśń o kaloszach szczęścia ", pisze Kierkegaard w 1847 po wydaniu dzieł Bojaźń i drżenie” oraz Idea lęku” ( Frygt og Bæven i Begrebet Angest ), " a ja, mogę opowiedzieć baśń o bucie, który uwiera, albo bardziej dokładnie mówiąc mógłbym opowiedzieć, ale ponieważ nie chcę tego robić, wolę zachować to w głębokim milczeniu, dlatego właśnie mogę opowiedzieć niezliczone ilości czegoś zupełnie innego. " Andersen znał oczywiście te bardzo starannie formułowane tytuły dzieł Kierkegaarda, ale jak się wydaje wiele z nich nie czytał. Pierwszy raz w 1862 w czasie podróży w Hiszpanii, zdradza, że czytał Ideę lęku” . " Tu dowiedziałem się w zrozumiałych słowach o przepędzeniu Boga z chrześcijaństwa na rzecz tego nowego Boga Chrystusa. " Andersen był zgorszony paradoksem, który Kierkegaard podkreślał jako kwintesencję chrześcijaństwa: że Ten wieczny zaistniał w czasie, że Ten najpotężniejszy Bóg pozwala sobie urodzić się jako mały człowiek, Jesus Chrystus. Także w Kierkegaarda własnej optyce było to skrzyżowanie dróg dla rozumienia. Albo musi człowiek wierzyć, albo odrzucić. Andersen zachował swoją dziecinną wiarę. Kierkegaard takiej nie posiadał, bo dużo wcześniej przetrawiła refleksja. Tak też musi dziać się ze świadomym człowiekiem, któremu dopiero dzięki refleksji i sile wiary udaje się dotrzeć do "tego, co proste". Gdyby Andersen czytał dalej, najprawdopodobniej zauważyłby, że Kierkegaard nie był abonentem suchej uniwersyteckiej teologicznej dogmatyki, ale włożył w to wszystko swoje serce, niezaleznie od tego, jaki był rezultat. Andersen i Kierkegaard nie mogli się rozumieć. To niezrozumienie mogło także przybierać wzruszające formy, jak wtedy, w 1849 roku, kiedy Kierkegaard przesłał Andersenowi autorski egzemplarz drugiego wydania Albo - albo” ( Enten - Eller ). " Ten kochany Kierkegaard " otrzymał natychmiast odpowiedź od " Pański z serca głęboko oddany H.C. Andersen " w Nowym Porcie (Nyhavn). " Pan zafundował mi prawdziwie wielką przyjemność przesyłając mi Pańskie “Albo - albo”! byłem bardzo zaskoczony, jak Pan zapewne musi wiedzieć, w ogóle nie wierzyłem, że mogę się pojawić w Pańskich uprzejmych myślach, ale teraz jest to dla mnie oczywiste! Niech Pana Bóg błogosławi za to! dziękuje, dziękuje ." Andersen nie wiedział, że Kierkegaard z czysto formalnych powodów wysłał taki sam egzemplarz do wszystkich znanych mu twórców, wsród których podziwiał Adama Oehlenschlägera i Chr. Winthera, Henrika Hertza traktował jako "godnego miłości", ale pozostalych ... Opowiadania o mieszkańcach Kopenhagi Kierkegaard i Andersen mieli również możliwość wymiany uprzejmości, kiedy spotykali się na wieczornych przedstawieniach w Teatrze Królewskim. Jako dramaturg Andersen miał swoje stałe miejsce w pierwszym parterze - parterze królewskim, podczas kiedy Kierkegaard siedział na swoim zwykłym miejscu w drugim parterze, nieco dalej od sceny. Na pewno "wchodzili też na siebie", kiedy poruszali się pomiędzy babilońskimi zabudowaniami Kopenhaskich ulic. Andersen podróżowal wprawdzie po Europie i podróże stały sie treścią jego życia (" podróżować, znaczy żyć "), ale jego baśnie wspaniałymi opowieściami o mieszkańcach Kopenhagi. Razem z ich nonsensami i bzdurami, nieporozumieniami i kłótniami, z ich całą zawiścią, wszystkimi urazami i samolubnymi ambicjami umieścił ich pod mikroskopem w baśni Kropla wody” ( Vanddraaben ). Odpowiednio twórczość Kierkegaarda jawi się jako mądrze zainscenizowana polifonia, gdzie wszystkie role, zawsze i niezmiennie, odsłaniają kopenhaskie, uliczne znajomości. Rycerz Duńskiego Sztandaru i "Kamerdyner naszego Boga" Wszyscy wyróżniani musieli bardzo uważać na żądła Andersena i Kierkegaarda. Ale sam Andersen też mógłby stać się bohaterem swoich historii, cierpiał bowiem na chroniczną tytułomanię, której objawy mogły łagodzić tylko kolejne tytuły. A więc był wśród nich duński Rycerz Sztandaru (Ridder af Dannebrog), pruski Zakon Czerwonego Orła (Røde Ørns Orden) i Zakon Gwiazdy Północnej (Nordstjerne Ordenen). Do tego dołączył tytuł profesora, kiedy to zgodnie z tradycją, urodzinom króla 6. października 1851, towarzyszyło tytularne gradobicie. " Tylko Sørenowi Kierkegaardowi udało się znaleźć kryjówke przed niepogodą, która dała się we znaki H.C. Andersenowi w tak dotkliwy sposób .", zauważył kopenhaski satyryczny tygodnik "Corsaren". " Spekulatywność Sørena nie powinna w żadnym wypadku uwolnić go od wyróżnienia w przyszłości. Przy następnym ciągnieniu mógłby więc być z powodzeniem wyróżniony tytułem np. Filozoficznego Radnego Izby Towarzyskich Rozbawiaczy i dodatkowo stopniem Kamerdynera Naszego Boga ". Zgodnie z chrześcijańską hierarchią stopni Kierkegaarda, najwyższe piętro zarezerwowane było dla męczenników, dlatego też odmawiał gorąco dziękując. Zabezpieczył się też przeciwko jakiemukolwiek wyróżnieniu, kiedy zakończył swoje życie w walce przeciwko duchowemu rycerstwu duńskiego kościoła narodowego. 18. listopada 1855, pomiędzy wielotysięcznym konduktem pogrzebowym towarzyszącym jego trumnie, w drodze z katedry - Vor Frue Kirke na Cmentarz Assistens, pospólstwo było liczebnie silnie reprezentowane. Tylko kilku honoratiores brało udział w pogrzebie, ale Andersen wydaje się, był obecny, wydaje się nawet, że uległ nastrojowi, i jako opowiadacz historii, pozwolił się inspirować tłumowi. Ograniczył się jednak tylko do sprawozdania złożonemu Augustowi Bournonville, w którym opisuje dziwaczną scenerię w katedrze: " Krzesła stały złożone, i tłok w przejściach był niezmierny. Madamy w czerwonych i niebieskich kapeluszach wbiegały i wybiegały, podobne do biegających psów w kagańcach ." Stereotyp przeznaczeniem Dwadzieścia lat po śmierci Kierkegaarda, Andersen poszedł jego śladem w nieśmiertelność. Jak i w życiu, tak i po śmierci wydaje się, że ich przeznaczenie szło śladami stereotypu. Andersen bezpośredni - Kierkegaard refleksyjny. Łatwo czytelny - prawie niedostepny. Baśniowy - głęboki i Andersena można dzisiaj spotkać w Tivoli w Latającym kufrze” ( Den Flyvende Kuffert ), gdzie tylko człowiek będący bardzo "twardym orzechem" nie ulegnie nastrojowi, i nostalgicznie nie powędruje w baśniowy świat dziecka. Kierkegaard jest tylko nazwiskiem, jest zbyt znany, żeby móc być kultem. Czytany jest na uniwersytetach i na wieczorowych kursach, a poza tym tylko w bardziej lub mniej oryginalnych cytatach w dziennikach i tygodnikach. Andersen jest redukowany do pisarza baśni dla dzieci, Kierkegaard do egzystencjalnego filozofa. Kierkegaard przywędrował do Danii z Francji, Andersen z Disneylandu. Ale Francuzi i Amerykanie uczą się - podobnie jak Argentyńczycy, Chińczycy, Bośniacy i Włosi - duńskiego, aby móc czytać Kierkegaarda i Andersena w oryginale. Andersen i Kierkegaard - są tak bardzo międzynarodowi, a równocześnie tak bardzo duńscy. " Czy mamy czytać historię jeszcze raz od początku? - To będzie ta sama historia ."
Søren Aabye Kierkegaard i Hans Christian Andersen
Na duńskiej stronie internetowej Danmarks Radio - Hans Christian Andersen 2005, znalazłem artykuł o dwóch gigantach duńskiej literatury, Hansie Christianie Andersenie i Sørenie Kierkegaardzie, tak bardzo duńskich i równocześnie tak bardzo międzynarodowych. Pierwszy, poeta, baśniopisarz i marzyciel, drugi, melancholik i filozof. Żyli i tworzyli w okresie, który przeszedł do historii pod nazwą Złotego Wieku w duńskiej kulturze. Różnili się bardzo, a równocześnie byli w pewnym sensie zależni od siebie. Kierkegaard zadebiutował dziełem, będącym rozbudowaną krytyką powieści Hansa Christiana Andersena, a Andersen zemścił się wykorzystując w swoim wodewilu teksty Kierkegaarda, które cytowane poza kontekstem do łez rozbawiały publiczność Teatru Królewskiego w Kopenhadze. Trudno sobie wyobrazić tych dwóch, tak różnych twórców gorąco dyskutujących ze sobą, ale przecież obydwaj chodzili po tych samych ulicach starego miasta, należeli do tego samego związku studentów, mieli wspólnych znajomych i przyjaciół, oglądali te same przedstawienia teatralne, słuchali tych samych wykładów. Musieli się więc spotykać, uchylać cylindry, wymieniać uprzejmości. ... Autor, Peter Tudvad ur.1966, pisarz i cand.mag., jest pracownikiem naukowym zatrudnionym w Centrum Badawczym Sørena Kierkegaarda na Uniwersytecie w Kopenhadze (Søren Kierkegaards Forskningscentret ved Københavns Universitet). Jest autorem wydanej w 2004 książki Kopenhaga Kierkegaarda ( Kierkegaards København ), o Sørenie Aabye Kierkegaardzie (1813-1855) obserwowanym przez mieszkańców Kopenhagi z rogów ulic i okien domów, i o Kopenhadze tworzącej niezmienne kulisy twórczości literackiej Kierkegaarda (SK tylko pięć razy wybrał się w podróż poza Kopenhagę, raz na półwysep Jyllandzki i cztery razy do Berlina, podczas kiedy HCA spędził poza Danią ponad 9 lat, podróżując po Europie i Azji). Søren Aabye Kierkegaard i Hans Christian Andersen autor: Peter Tudvad; Copyrights: Danmarks Radio 2005.